top of page
  • Writer's pictureKatarzyna Hasnik

Valentine's' Day - When you are creative you create not only stunning design but also love poems!

Time for Polish, my native language. Time for Love Poem. Oh Yeah! Time to announce that I won the Polish Library Prize in Dublin.😄 ❤️🏆🥇


Satire about Love - Satyra o Miłości
Satyra o Miłości

Zapytałem Miłość, 'Kim jesteś?'

'Odpowiedz mi wreszcie bez ceregieli tylko jawnie dla mej duszy stęknionej i bratniej.

Snem na jawie? Niewatpliwie pięknym marzeniem.

Czymze jesteś? Moze odległym tylko wspomnieniem?

Brednie jakies wipsują o Tobie.

Skądże cokolwiek mam wiedzieć.

Będę tu sobie do końca życia siedzieć.

Aż mi powiesz!

i kłamstwa wszelakie rozwiejesz.

Bo tylko pięknie o Miłości w Ludzkiej Mowie.'

Miłość się tym pytaniem tak zakłopotała, była wręcz lekko zdumiała. spojrzała w dal, policzki się zaróżowiły, lekki uśmiech się pojawił, a oczy niewątpliwie zaszkliły. Szperając w zakamarkach swojej duszy, znała już odpowiedź...ale czekała na znak,


Mijały chwile, a Miłość wciąż zamyślona, zatęskniona czuła się coraz bardziej jak wrak.

Te myśli niespokojnie powoli, jak węże się w okół medycznej igły nieubłaganie wijy.

'Oh nie, co ja pocznę z tym zagatkowym pytaniem. Jakaś rada?

Żadnych podpowiedzi, ani znaków, przecież tak wręcz niewypada

to brak osobistej kultury

i także duża doza brawury!' Cisza, pomyślełam... 'więc jesteś ciszą?' Zapytełam ponownie. W tej ciszy Miłość trwała, pełna nieustającego zakłopotania, niewątpliwie zadumania, oh! a wręcz i tym razem, narastającego zarzenowania. Cisza narastała...nieubłaganie. I to cisza taka boląca, niepokojąca. Tym razem niezłota, ale rdzą czerwoną rażąca. Powiększała się ta niewiedza nieustannie. 'Niewątpliwie o to jest pytanie?' Tym razem w tej o to chwili, lekki uśmiech przemienia się w lekkie kącików ust drżenie. Niestety moji drodzy mili, Miłość schowała się w Ciszy, jak taka mała szara mysz za miotłą, co nawet ze starchu już przed potężnym grubym czarnym kotem nie piszczy. Z twarzą od tych pytań powiątła, jak na corocznej ku pamięci mszy. Kot się ruchem odwrócił prężnym Spojrzał na nią z wzrokiem niemiłosiernym, lecz także czułym i troskliwym. Otworzył paszcze, ziewną, zabyskły białe lśniące ostre kły! Przeciągnał się. Ziewną. "Nuda" pomyślał. i w ten moment jednym tylko ciosem odciał trzy mysie łby aż cicho pisły. Gdyby mi zadać takie o to pytanie, 'Co to znaczy być kotem?', cokolwiek by sobie kto nie wymyślał, cóż niestanowiło by to żadnego problemu dla mnie, każdy wie co to znaczy Kocie Życie, czyż nie? Kot spojrzał na swoje pazurki, odwrócił się i z boku już tylko szepnął. 'Nawet są tacy co mi tego zazdroszczą, ale o Zazdrości opowieści zostawmy na inne danie, bo tutaj jest poważne dla człowieka Zadanie.' Kot spojrzał mimowolnie na przerażoną zlęknioną mysz, Mrugnął do nas jednym oczkiem. 'Tym razem odpuszczam, na sny łowy ruszam' Rozłożył się na kuchennym stole, cały niezwarzając na nic. Ogonem pokręcił. To w prawo, to w lewo. Podniósł brwi. Murgnął raz jeszcze, oblizał się. I w spokoju tak sobie zasnał. Miłość Jakaś taka się blada zrobiła, jakby conajmniej niestrawną gorzką wręcz truciznę wypiła. Poszarzała, posępniała. Oblał strachą ją wielki, tak duży jak te w stodole wysokie potężne belki. Dziwna w izbie jakąś taka się atmosfera zrobiła, że nawet Cisza ręcę sama rozłożyła. Fartuch roboczy założyła i MIŁOŚĆ z za pieca usilnymi próbami pogoniła. A miłość z lęku aż zawyła. 'ałłłł' 'Zostaw mnie tutaj, ja sobie posiedzę, pomedytuję, pogłówkuję. Poczytam, pośpiewam, pogwizdkuję, powspominam, powyobrażam sobie, pomarze też trochę, film obejrzę, jeden drugi trzeci, popiszę opowiadania i wiersze, kilka też piosenek ułożę, filozofię na jednostki pierwszę rozłożę.' Cisza spojrzała na nią jak na szurniętą jakąś. Do pracy się w swej ciszy zabrała. Odetchła z ulgą. Szepła tylko cichutko, wręcz tak o mimowolnie, że by tylko nikt jej usłyszeć nie mógł ale wydusić z siebie Cisza musiała, westchneła od tak 'Ciszą czasem jest być niezręcznie, czasem w smutku, czasem i w biedzie, i w chorobie, i na łożu śmierci, i w modlitwie, i przed snem niewiadomo jakim, ale i w ciszy też taki błogostan, dla niewielu jeszcze tylko nieodkryty, ale fakt jest taki, że miłości wspóczuję nieubłagalnie, tyle tez jej i żadnej jasnej odpowiedzi nie ma. Ale cóż pozostawiam to w niewypowiedzanej ciszy, nie moja w tym rola, aby za miłosne jakkolwiek uznać słowa.' Cisza ukoniła się Skromnością Szczerością I Szczodrością. Wałek do rąk wzieła, stolnice mąką obruszyła i ciasto rozłożyła. Miłosne serca wykrawać zaczęła, tylko się do nas mile i czule uśmiechneła. Przywoła łagodnie Spokój. To Ciszy mąż, razem sobie tak żyją w tej małej chatce u podnóża gór z rwącym krystalicznie czystym strumieniem. Spokój w Ciszy się wtulił, pocałował, czule przywitał i przytulił. Drewna naniósł z lasu, przywitał radośnie 3 córy swe, wszystkie na S po Tacie, wspomniane wcześniej Skromność, Szczerość, Szczodrość. Spojrzała na Miłość w siedzącą kącie za piecem i miotłą, wyciągnął delikatnie dłoń do niej, z szacunkiem i łagodnością. Spokojnie powiedział "nie bój się". Miłość na to się obruszyła, co to to nie, żaden facet mi tutaj ręki niech nie podaję. Ja sobie radę dam. Sama. Od Tak! Spokój w duchu sobie pomyślał: 'Cóż to nieokrzesane dziewuszysko, jeszcze takie nie dojrzałe, bezczelne czasem, takie to głośne, nerwowe, i płoche a zarazem w obawie przed światem żyjące.' Machnął ręką, 'Dojrzeje, a ja sobie drewna jeszcze porąbie, aby mojej żonie i szcześciorga dzieciom ciepło ten zimy było, bo śniegi trzymają a bliźniaki chłopięce malce co Śmiechem i Szczęściem ich miło nazwać na bosaka po izbie latają.' W ten oto moment Radość progu zawitała wraz z Szacunkiem po śniegach na saniach przygnała. Wszyscy w okolicy wisi przybiegneli i w okienicach wiejskiej chatki staneli. o imieniach Inteligencja Pasja Ambicja Przygoda i Owaga to Kuzynowstwo Wiara Dobroć Pomoc i Uprzejmość Wspólnota Wierność to Ojcostwo. Tak oto staneli i czekali na Miłości wyznania. Wręcz tak ważne jak kościelna przekazania. Łagodność, ładność, łaskawość kolejne córy się zjawiły te aż z miasta w mig przybyły. Minęły godziny. Wszyscy objad już zjedli. Co niektórzy się nawet roszeli. I zaraz potem, za niedługą chwilę po podwieczorku, kiedy tak w strachu się Miłość trzesła, nic przecież zjeść nie mogła z tego miłosnego otępienia. Ona biedula wręcz i grzęzła w swej o sobie niewiedzy, dumając, dyskutując, zastanawiając się, rozważając, a tu naglę odważnie tupła nogą i za pieca wyszła i głośnie, aż wszyscy oczy rozszerzyli, kot nawet tym razem łeb czarny obrócił, aż mu wąsy staneły, śerć się zjerzyła, choć trochę cynicznie to i tak z zainteresowaniem spojrzał tak jak wszyscy w stronę miłości patrzyli zadumieni tym razem o nią. Co ta Miłość tym razem wymyśli, co na to powie. Pies stanał na warcie merdajac szcześliwy ogonem a Kogut zapiał z zachwytu myląc wczesny poranek z gwiaździsta styczniową zimową wczesną nocą. Miłość dosadnie rzekła do tego źeś mądralińskiego człowieka, co ją ze spokoju dnia powszedniego na panowce wyprowadził. Zanim jednak odrzekła, pomyślała 'Ja tu mu zaraz pokarzę, za taki brak o mnie niewiedzy, miotłą dostanie porządne zasłużone lanie, że tak to moje serce bez pozpozwolenia powolutku i beztrosko łamie i wcale nie będzie czasu na jakiekolwiek się śmianie.' Człowiek się przygotował na wszystko, na kłótnie o byle co, tym razem za to, że zadał moźe i głupie ale ludzkie pytanie. Miłość spojrzała na niego, już coś szczepnąć miała innego, coś mu podpowiedzieć, pomóc, wytajić, oznajmić... ale się w sobie zaparła, o to to nie, tyle tez, a oni wciąź pytają! Ja im wszystkim pokaże, za te wszystkie bóle głowy, oczy w łzach skąpane, serca połamane a i nawet dusze wisielców do nieba wysłane. Staneła mocno na swych delikatnych bosych stopac, jak niewiasta z urodzajnego w borówki lasu co to tego panicza spotkała zeszłego lata, co serce jej porwał, aż do ostatniego tchu wytarmochał. Leczyła się długo, ostre bolące kolce zdrady wyrywać musiała, choć Intuicja, dorbra Matka Chrzestna jej szeptała, uciekaj bo tutaj brak w tobie prostego zaufania. Choć zdrada rany zostawiła na długo otwarte, pełne uczucia zniewagi, goryczy, smutku, żalu. To przez te wszystkie kłamstwa miłość krzykneła w bólu ukojania. Miłość aż nienawiści dotkneła, wzieła ją pod rękę i zemstą się pajały razem bawić I wymyślając niestworzone bajkowe historie o powrocie a w net zabójstwa plany. Przerażenie miłość ogarneło. Szybciutko prostym wybaczeniem, zrozumieniem życia wszystko zabliźniła, bo przecież to nie ona, miłości moja się nienawišci i zemsty bardzo ale to bardzo wystraszyła. Miłość w ciszy się do swej głupoty przyznała i obiecała sobie, słuchać więcej a nie trajkotać, tylko czujnej obserwować. Ale Życie z zarogu się wyłoniło i ją wnet trochę wyśmiało, i tak też powiedziało, 'Kochana niczego nie przewidzisz, wiele próbowało, jak iskre poczujesz to idź za tym, bo wszystko Ja życie cóż smakuje lepiej.' Miłość oczy wybauszyła, Ty Życie radzisz mi jak mam żyć?. Zajmij się sobą boś sam się w tym wszystkim zapędził i pogłubił. Mądrala się znalazł. Też mi coś. Życie przyjeło życiowa o sobie nieobliczalną Prawdę i dało Miłości Wolność wyboru. Lepiej niech cierpi trochę i kocha niż nie kocha wcale. Miłość bolesne wspomnienia raz po jednym wybaczyła i tak też rzekła dosadnie do tego też nieznajomego, zabłąkanego i zwątpiałego w Miłość typa: 'Co tutaj takie zagadkowe pytanie!? Co To ma znaczyć? Co to w ogóle za wtrącanie? MIŁOŚĆ się nie pyta o zdanie. MIŁOŚĆ się czuję Jaśnie Panie.'



16 views0 comments

コメント


bottom of page